poniedziałek, 23 lutego 2015

Najpiękniejsze miasto świata?!

2.09.2014 - 4.09.2014

Po totalnym ekstremum związanym z lotem znaleźliśmy się wreszcie na płycie lotniska w Rio de Janeiro. Znów mamy drugi września, jakaś dziwna godzina, w głowach szum i niepewność tego co nas czeka. Pierwsze zdziwienie, bo czym też byłaby nasza podróż bez permanentnego elementu zaskoczenia, czeka na nas przy odbiorze bagażu. Oprócz naszych plecaków znajdujemy toboły chłopaków (sic!), którzy lot mieli jeden dzień przed nami. Nie mieliśmy pojęcia, co mogło się stać. Przychodziły nam do głowy różne myśli- od czarnych wizji porwania po bardziej prawdopodobne zalanie w trupa pokładowym alkoholem. Okazało się, że najzwyczajniej chłopcy przylecieli, ale ich plecaki doleciały później. Rozbiliśmy się wszyscy razem z naszym taborem pod palmami przy lotnisku i słuchaliśmy opowieści i wrażeń chłopaków z dnia pierwszego, głównie, jak to mają w zwyczaju o jedzeniu, alkoholu i dziewczynach.


Ekipa Ekspresowego Rozkładania Taboru

Zebrawszy w deszczu tabor i przy okazji reprymendę od policjantów patrolujących lotnisko, wybraliśmy się do osławionego Rio. Miasta molochy, ech nie lubię ich, męczą mnie, przytłaczają... dlatego nie potrafię być obiektywna. Natomiast nazwanie Rio najpiękniejszym miastem na świecie jest według mnie zdecydowanie na wyrost. Jest to bez wątpienia miasto kontrastów. Bieda dzielnic nędzy sąsiaduje tu drzwi w drzwi z bogactwem. Obok blaszaków czy tekturowych domów faveli stawiane są nowoczesne biurowce czy wille brazylijskich bogaczy. Obok żebrających mas ludzkich, głodujących i błagających o pomoc, przechadzają się goście w drogich garniturach z nosami zadartymi wyżej niż wieżowce, nie widzą bezdomnych, nie chcą widzieć... Teoretycznie miałam świadomość jak to wygląda, ale zobaczyć to na własne oczy...skala ubóstwa w Brazylii jest naprawdę porażająca. Niesie to za sobą bardzo dużą przestępczość. Jest masa drobnych rzezimieszków tak zwanych ladrones jak i częste napady z bronią. Codziennie na ulicach giną ludzie...dużo ludzi. Byliśmy świadkami policyjnej łapanki na złodziei w sercu miasta. Nas również niejednokrotnie miała na oku banda złodziejaszków, dlatego chodziliśmy cały czas w grupie. Już dawno doszłam do wniosku, że nie rozumiem świata, że chyba pomyliłam epoki. Dzień po dniu coraz mocniej tego doświadczam. Dlaczego ludzie głodują, podczas gdy inni wiodą hulaszcze, wystawne życie? Konsumpcjonizm i globalizacja pożrą nas niedługo. Jemy o wiele za dużo niż w rzeczywistości potrzebuje nasz organizm, wyrzucamy bezwiednie jedzenie na co ja osobiście nie mogę patrzeć. A ci ludzie na ulicach nie proszą o wiele, proszą o kawałek bułki, którą ty człowieku wyrzucisz do kosza bo ci nie smakuje albo jest czerstwa...I znieczulica na otaczające nas zewsząd problemy społeczne. Dlaczego? Bo to nie moja sprawa? Owszem życie na świecie jest naszą sprawą i czas byśmy sobie to uświadomili. Brazylia to tylko przykład, nagłośniony ostatnio w związku z Mistrzostwami a takich miejsc na świecie są miliony. Dygresja...do przemyślenia.



Copa- Copacabana







Aby uciec od zgiełku zatłoczonego miasta pojechaliśmy na Copacabanę. Niecodzienny widok, słynna plaża była praktycznie opustoszała, a już na pewno nie było śmiałka który "zimą" wszedłby do oceanu. Ale nie Polacy. Polacy rzecz jasna, jak to Polacy pierwszym co uczynili był nur do oceanu we wtórze pokrzykiwań i pisków dziewcząt. Fale były monstrualne, zabawa przednia a miny Brazylijczyków bezcenne. Z braku perspektyw noclegowych zdecydowaliśmy, że kolejną noc przekoczujemy również na lotnisku. Wraz z Prokopem i Sosą uznaliśmy, że mamy niedosyt i pójdziemy jeszcze jutro obejrzeć panoramę Rio z Pão de Açúcar, czyli jednej z Cukrowych Głów górujących nad Miastem Boga i może bardziej wkręcimy się w klimat miasta.


Miku






Oblężenie Prokopa przez małpki Miku


Prokopowi udało się nareszcie kupić wymarzoną gitarę i w końcu miał kompletny wędrowniczy rynsztunek. Porobiliśmy bańki mydlane na ulicy, co spotkało się również z zaskoczeniem przechodniów. Na Głowę Cukru, która ma niespełna 400 m n.p.m weszliśmy akurat idealnie na zachód słońca i roztoczył się przed nami pastelowy, rozświetlony milionem lamp krajobraz miasta, które nigdy nie zasypia. W oddali widać było również górę Corcovado i podświetloną statuetkę Chrystusa, Ipanemę, Zatokę Guanabara. Prokop zaczął grać na gitarze, kontemplacja, magia, jakby to banalnie nie zabrzmiało warto żyć dla takich chwil...aż mam ciary jak to piszę.

Ale w całej tej afirmacji zapomnieliśmy o jednym, trzeba jechać na wylotówkę z Rio de Janeiro i przekonać się, czy w tym kraju możliwe jest w ogóle jeżdżenie autostopem. Wyjazd na wylot z miasta trwał ponad dwie godziny i to bez korków! Ale i ze stopem w nocy jakoś poszło. Zapytałam na stacji młodego chłopaka, czy nie zabrałby ze sobą mnie i moich kolegów. Kierowca, na początku nieufny i zdziwiony niecodzienną jak to określił sytuacją, zgodził się zabrać naszą trójkę, upewniając się wcześniej czy nie mamy narkotyków. To przecież takie normalne...Carona (autostop) w Brazylii??? To niemożliwe. Carona przez całą Amerykę Południową, tym bardziej- skwitował. João czyli polski Jasiek okazał się być kadetem w armii. Mogłam z nim swobodnie porozmawiać, gdyż mówił dość dobrze po hiszpańsku. Był oczytany, wiedział sporo o Polsce, posiadał znaczną wiedzę historyczną, szczególnie o II wojnie światowej. Mówił, że bardzo chciałby pojechać do Europy i wypytywał mnie jak wygląda życie na naszym kontynencie. Jeśli tak będzie dalej to trafiliśmy do raju- pomyślałam sobie. Nocleg nas jednak nie rozpieścił. Z bankomatu ochroniarze wygonili nas do specjalnej strefy dla dworcowych lumpów, skąd o 5 nad ranem przepędzono nas pod śmietnik McDonalda. Niech żyje życie, niech żyje włóczęga!

Byliśmy w połowie drogi do São Paulo. Do Foz do Iguaçu, gdzie został ustalony kolejny wspólny przystanek już w dziewiątkę, bo dziewczyny zdecydowały się jednak jechać naszą trasą, dzielił nas dystans ponad 1200 km. Okazała się to być baaaaardzo długa i wyczerpująca droga z masą przygód.






Widok z Pão de Açúcar na Jezusa



i zatokę Guanabara


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz